Ten rok, to dopiero będzie coś!

To był dobry rok, który przyniósł wiele zmian, nowych doświadczeń, wyzwań i autorefleksji. Nie wiem czy 2019 będzie tak samo pomyślny (może lepszy?), czy sprostam swoim postanowieniom i czy będę mogła za 12 miesięcy powiedzieć to samo, że „2019 był dobry”. Tego nie wiem.
Jestem jednak pewna jednego: to będzie rok pełen wyzwań. Dlaczego?

Otóż z przyjemnością i wielką ekscytacją pragnę Was poinformować, że jestem częścią szalonej i PIERWSZEJ na świecie sztafety rowerowej dookoła świata. Jest to polski projekt, który w 2017 roku wystartował z Gdańska, by już za 12 miesięcy znaleźć się w tym samym miejscu po okrążeniu kuli ziemskiej. Czad, prawda?

Bike Jamboree, bo taka jest nazwa projektu, zrzesza ludzi w różnym wieku, z różnych stron Polski i świata, o różnych charakterach, których połączyło jedno: rowerowa pasja i spora doza fantazji.

Jak się w tym znalazłam?

W lutym 2018 roku moja Siostra zabrała mnie na festiwal podróżniczy Włóczykij w Gryfinie. Klimat niepowtarzalny, wiele niesamowitych historii i wiele inspiracji, ale była jedna prezentacja, która zrobiła na mnie szczególne wrażenie: „Jednak nie zajmiorzli!” – była to relacja z 8. etapu Bike Jamboree po Syberii z finiszem w Mongolii. Wierzcie mi, naprawdę niewiele rzeczy robi na mnie wrażenie: -40 st. każdego dnia, śnieg, pustkowie lodowe… ta grupa jechała miesiąc na rowerach w takich warunkach.

„Ależ to jest po…. pieprzonejateżtakchcę!” – nie wiem, ile historii z Bike Jamboree zaczęło się w ten sposób, ale tak na pewno zaczęła się moja.

Po powrocie do domu i codziennych obowiązków, entuzjazm nieco się przykurzył.
Chyba potrzebowałam momentu, by postawić kropkę nad „i”. I tak po kilkunastu dniach, zmęczona zimą, natłokiem pracy i w przypływie impulsu „niech się dzieje, co chce”, w 5 minut wypełniłam formularz zgłoszeniowy, pisząc o swoich doświadczeniach podróżniczych, i sportowych, wybrałam pasujące mi etapy (w Stanach i Kanadzie)… potem wypełniłam jeszcze jeden formularz, bo zapomniałam dodać jakiegoś innego etapu, który by mnie interesował i w ten chaotyczny sposób zgłosiłam się do BJ.

Skończyła się zima, marzec przeminął, jest już połowa kwietnia. Dawno zapomniałam o tym całym sztafetowym zrywie. Szykuję się na wieczorną prezentację o mojej wyprawie rowerowej po Słowenii w zaprzyjaźnionym miejscu. Otrzymuję maila. Pierwszy akapit do mnie nie dotarł. Czytam jeszcze raz… To z Bike Jamboree – chcą mnie!
TAK! JADĘ DO STANÓW! NA ROWER! W SZTAFECIE! – uważam się za osobę zrównoważoną, często nawet powściągliwą – ale zaczęłam piszczeć, skakać i kręcić się w kółko.
Tego dnia powtórzyłam ten dziwny taniec radości jeszcze ze 3 razy – gdy mówiłam to rodzicom przez telefon, a potem mojej koleżance, która akurat zatrzymała się u mnie na weekend i ostatni raz, wieczorem, przed prezentacją chwaląc się reszcie znajomym.
Nie. Nie mam pięciu lat. 

Więcej o projekcie Bike Jambore

Akcja jest ściśle związana z ruchem harcerskim i scoutingowym. W ubiegłych latach sztafeta jechała do Japonii, na Światowy Zlot Skautów.
W tym roku wisienką na torcie ma być masowy przyjazd uczestników projektu na doroczny zlot w Virginii Zachodniej na przełomie lipca i sierpnia 2019.

Dlatego pierwszeństwo udziału w sztafecie mają sami harcerze. Etapy dbają o to, aby nawiązywać kontakty z tymi środowiskami w kraju, w którym jadą. Zamysłem tego jest przeniknięcie się tych dwóch światów – podróżniczego i skautowskiego. Byśmy mogli wzajemnie czerpać od siebie, uczyć się, poznawać i przeżyć coś niepowtarzalnego promując aktywną turystykę rowerową, rozbudzając miłość do podróży i ciekawość świata.

Więcej o tym przedsięwzięciu możecie dowiedzieć się tutaj:
http://bikejamboree.pl

Dodatkowo partnerem organizacyjnym jest Stowarzyszenie Afryka Nowaka, dzięki któremu w latach 2009 – 2011 wystartowała sztafeta rowerowa śladami polskiego reportera i podróżnika – Kazimierza Nowaka, który samotnie przemierzył Afrykę w latach 30. XX wieku – właśnie ta organizacja zajmuje się promocją tego dokonania oraz popularyzacją podróżowania.
Jeśli ktoś trochę śledzi festiwale podróżnicze, to powinien kojarzyć, że Afryka Nowaka dostała nagrodę specjalną Kolosów 2011 oraz nagrodę Travellera za „Podróż Roku 2011”. 

Skąd jedziemy i dokąd zmierzamy?

Często powtrzałam, że USA nie jest u mnie wysoko na liście kierunków, które bym chciała odwiedzić, a jeśli już – to najbardziej interesujące są dla mnie parki narodowe… i Nowy Jork

I nie zgadniecie. Będą i parki narodowe, i będzie Nowy Jork!

Jestem liderem naszego czteroosobowego zespołu w 25. etapie w Stanach Zjednoczonych. Dokładnie za dwa miesiące spotykamy się w LA, by wyjść naprzeciw przygodzie, która ma się rozpocząć nad Wielkim Kanionem. – tam spotykamy wcześniejszy etap, który z kolei ma tam swój finisz. Przejmujemy od nich sztafetową pałeczkę w postaci wielkiej mapy świata, sprzęt wraz z rowerami i ruszamy na podbój Arizony i Utah, by na końcu to wszystko przekazać kolejnej grupie w Bryce Canyon, pokonując przez miesiąc ok. 1500 km. Trasa jest górzysta i wymagająca – z mojej perspektywy będzie to bardzo ciężko pod względem fizycznym.
Warunki też nie będą rozpieszczać – według oficjalnych informacji, marzec w Arizonie jest jeszcze zaliczany do zimy. Noce będą więc mroźne, a podczas dnia jest szansa na nawet 20 stopni.
Po przekazaniu pałeczki w Bryce Canyon i życzeniu następnemu etapowi szczęścia, moja przygoda z USA się nie kończy. Po Bike Jamboree udaję się na kilka dni do Nowego Jorku, by z dzikiej natury wrócić do cywilizacji, pójść na Broadway i wtopić się w klimat tego miasta.

Zapowiada się przygoda życia, z niecierpliwością odliczam dni. Spodziewajcie się pięknych zdjęć na IG i wpisu po moim powrocie. Śledźcie także zmagania innych etapów  i im kibicujcie. W tej chwili sztafeta znajduje się w okolicach Doliny Śmierci. Przed nami jeszcze kilka miesięcy w Stanach, potem zacznie się część europejska z planowanym wielkim finałem pod koniec roku w Gdańsku!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *